27.05.2016

Uroczystość Bożego Ciała

Drodzy w Chrystusie Panu, Siostry i Bracia!

Obchodzimy dziś uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa czyli Boże Ciało. Łączymy się w zadumie nad wielkim Darem, jakim sam Bóg stał się dla człowieka w Eucharystii. To święto przypomina nam, że Pan Jezus, nasz Zbawiciel, zstąpił z nieba na ziemię, żył przez 33 lata i nauczał o królestwie Bożym, a tuż przed swoją śmiercią krzyżową zostawił nam w swoim testamencie Najświętszy Sakrament. A kiedy zmartwychwstał i wstąpił do nieba, to jednocześnie pozostał z nami, na ziemi – z Ciałem i Duszą: pod postacią chleba i wina. Nie pozostawił nas samych, ale jest z nami i daje się nam cały, aby nas umocnić i posilić w drodze do nieba.

Wyjdziemy dzisiaj na ulice naszej miejscowości, aby publicznie oddać cześć Chrystusowi w Najświętszym Sakramencie, aby w szczególnie uroczysty sposób, okazać że jesteśmy razem z Nim. To ważny dzień – dzień publicznego wyznania wiary.

Przed wielu laty we Francji, w małej miejscowości Ars żył święty Jan Maria Vianney – patron Roku Kapłańskiego, który przeżywamy. Zauważył on któregoś razu, że jeden z mieszkańców Ars przychodzi codziennie do kościoła, siada w pierwszej ławce i tak siedzi całą godzinę i nic nie robi. Święty Jan Maria Vianney, jako proboszcz, zaciekawił się swoim parafianinem i któregoś dnia zapytał go: co codziennie robisz w Kościele, czy ty się modlisz? Usłyszał niecodzienną odpowiedź: „A siedzę sobie tak i patrzę na Niego, a On patrzy na mnie. I to mi wystarczy”. Po prostu ten człowiek przychodził odwiedzić Pana Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie. Świadomość, że Pan Bóg czeka na niego, że jest tutaj obecny, wystarczała aby każdego dnia żył w Bożym błogosławieństwie. Święty Jan Maria Vianney opisał później to wydarzenie jako przykład jednej z najpiękniejszych modlitw.

Siostry i Bracia!

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym, jak bardzo jesteśmy przez Chrystusa uprzywilejowani? Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że nasz Kościół jest częścią „Ziemi Świętej” na której jest obecny Bóg? „Ziemia na której stoisz jest ziemią świętą – mówił Bóg do Mojżesza”. Bóg jest tu… Bóg Wszechmogący jest tak blisko nas… Tak jak w Betlejem Pan Jezus rodzi się tu, w naszej świątyni na ołtarzu podczas każdej Mszy świętej. Także tu w naszej świątyni, dokonuje Chrystus licznych cudów; uzdrawia nas z trądu naszych grzechów, przywraca wzrok tym, którzy nie potrafią widzieć rzeczy Bożych i duchowych. Tak jak w Kanie Galilejskiej, uczestniczy Pan Jezus w każdym ślubie, który odbywa się w naszej świątyni i błogosławi nowożeńców. Tak jak płakał Chrystus nad śmiercią swego przyjaciela Łazarza, tak płacze z nami, gdy żegnamy naszych umiłowanych zmarłych.

Tak często żal mi ludzi przychodzących do kościoła jak na spacer, z przyzwyczajenia. Którzy ciągle spóźniają się na Mszę świętą, nerwowo patrzą na zegarek, kiedy się to skończy. Żal mi tych, którzy gardzą zaproszeniem Chrystusa. Był wolny weekend od pracy, goście przyjechali, była zła pogoda, czułem się zmęczony. Truskawki i maliny obrodziły. Musiałem, byłem, tak jakoś wyszło, tyle spraw na głowie. Powody, aby Chrystusowi powiedzieć NIE. A On czeka patrzy na ciebie i powtarza: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy utrudzeni i obciążeni, a Ja was pokrzepię”.

Jak słyszeliśmy w Liturgii Słowa Bożego, wyszedł Melchizedek przywitać Abrama z chlebem i winem, błogosławiąc Najwyższego Boga. W dzisiejszej Ewangelii przyszedł do uczniów Jezus, z chlebem i winem, i je przemienił w Ciało i Krew Swoją. Ale wcześniej nakazał uczniom nakarmić tłumy. Apostołowie, uczniowie Pana tak jak my często nie potrafili – Chrystus znowu musiał pomóc. Chrystus znowu musiał podpowiedzieć.

Bo najłatwiej jest odesłać głodnych. Ale tak nie wolno! Tak Jezus nie czynił! On dzisiaj Cię nie odsyła. On chce Ci dać Swoje Ciało – przyjmij je!

I pamiętaj. Każdemu kto prosi o chleb, najpierw podaj rękę, potem daj jeść, a wtedy On sam znajdzie Boga, znajdzie Boga w tobie, w twoim sercu.

Chrystus powiedział kiedyś do słuchających go ludzi, którzy mieli dokładnie takie same problemy jak my: „Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem”. I wtedy byli tacy, którzy uwierzyli, jak również tacy, którzy odeszli do tzw. swoich spraw. Dziś Chrystus wyjdzie ze swojej świątyni aby powtórzyć te słowa po raz kolejny nam wszystkim. Są wśród nas tacy, którzy przyjmą te słowa, inni może się nad nimi zastanowią, a inni pewnie odejdą i wrócą do swoich marności tego świata bez żadnej reakcji. A co ty zrobisz?

Wiele osób przechodzi obok kościoła czy kaplicy z Najświętszym Sakramentem. Tylko niektórzy przeżegnają się czy zdejmą czapkę. Rzadko kiedy ktoś wstąpi, jeśli zobaczy otwarte drzwi i usłyszy zaproszenie Pana Jezusa. A przecież tak niewiele potrzeba, aby oderwać się chociaż na chwilę od trosk doczesnych i zmartwień, jakich nikomu nie brakuje. Jeśli może komuś trudno się modlić w domu czy w miejscu pracy – to właśnie tutaj, w kościele jest najlepsze miejsce do rozmowy z Bogiem, tu, gdzie Pan Bóg przebywa i zsyła swoje łaski, by nas umocnić w drodze do Siebie, w drodze do wieczności.

Zapytajmy się dziś: w jaki sposób mamy zareagować na tę niezasłużoną miłość naszego Boskiego Zbawiciela dla nas, może osób niegodnych i grzesznych. Chyba tylko w jeden możliwy sposób: musimy miłować Jezusa w Najświętszym Sakramencie. On za to, co dla nas uczynił nie żąda innej zapłaty, jak tylko naszej miłości. To właśnie dzisiaj jest okazja, aby u stóp tabernakulum pomyśleć, jak Jezus bardzo nas umiłował… To może właśnie dzisiaj zaprośmy Jezusa do naszego codziennego życia, do naszych spraw, do naszych problemów, ale też i do naszych radości i sukcesów. A wtedy nasze życie, nabierze sensu, pokoju i nadziei na przyszłość. „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam”. Idąc za Jezusem Eucharystycznym, w procesji Bożego Ciała dziękujmy, że zostawił się nam pod postacią Chleba, na każdy dzień naszego życia.

Na koniec, chciałbym przytoczyć słowa, Matki Teresy z Kalkuty, która tak umiłowała Chrystusa Eucharystycznego: „Niech wasze codzienne życie będzie wędrówką z Jezusem jak procesja na Boże Ciało. Wędrówką do domu Ojca w niebie!” Amen.