Święta Bożego Narodzenia przez swoją tradycję i symbolikę tworzą dookoła magiczną atmosferę. Tygodnie przygotowań kończą się uroczystą kolacją, jedyną taką wyjątkową w roku, kiedy to serdeczniej na siebie spoglądamy, życzliwie o sobie myślimy ale również bardziej tęsknimy za tymi, którzy zostali wezwani do Domu Ojca. To wszystko się dzieje za sprawą maleńkiej Miłości, Nadziei prawdziwej i Światłu jasnemu jakim jest sam Jezus Chrystus.
Ksiądz Proboszcz podczas jednego z kazań nawiązał do Ewangelii według św. Jana mówiącej, że „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo”. Od Słowa się zaczęło, Maryja przyjęła obietnicę i wydała na świat Syna Bożego. Tego, który przyszedł na ten świat by zbawić każdego człowieka. Wraz z narodzinami Jezusa rodzi się w nas nadzieja na to, że będzie lepiej, że nasza wiara ukoi najmniejszy lęk, że wszystko będzie dobrze, bo jest z nami sam Bóg w postaci człowieka, znający od maleńkości co to znaczy ubóstwo, prześladowanie, niepokój, a może i czasami odrzucenie bo „przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli”. Jezus przyszedł na świat w ciszy, nie narzucając się nikomu bez spektakularnych efektów, pałaców, bogactw. Szczególnie rodzi się tam gdzie pojawia się wątpliwość, choroba, samotność, uzależnienie, ubóstwo, cierpienie. Jest blisko naszych problemów, niepokojów, zmartwień. Przychodząc na ten świat chce nam pokazać jak bardzo nas kocha, jak jest nam bliski, oddany…
Dlatego też dbajmy o to aby codziennie było Boże Narodzenie – w szczerym uśmiechu, życzliwym słowie, pomocnej dłoni… niech blask i światło bijące z żłóbka ogrzewa nasze serca blaskiem nowonarodzonej Bożej miłości.